Być "błogosławionym", czy świadomym?

Wierzący proszą swojego Boga o błogosławieństwo, czyli łaskę.
A jak jest z tą "łaskawością" owego Boga?
Okazuje się, że wierzący więcej wylewają łez niż cieszą się radością życia, gdyż prędzej doświadczają rozczarowań niż zaspokojenia swoich pragnień.
Problem tkwi właśnie w tych pragnieniach, bo wiara w "zjawiska nadprzyrodzone" nie jest adekwatna do skutków, gdyż takowych nie ma.
Świadomy człowiek poznaje siebie i w tym kontekście stara się zrozumieć otoczenie. Kiedy rozumie relacje jakie zachodzą w jego rzeczywistości, pragnienia będą realne i nie będą wymagać interwencji "sił wyższych".

Czy "błogosławiony" wie kim jest?
Raczej czeka, aż ktoś mu powie kim jest, bez żadnej gwarancji, że to będą słowa prawdy.
Człowiek świadomy wie kim jest i w celu swojego rozwoju konfrontuje siebie z otoczeniem, lgnąc ku temu co dobre.

"Błogosławiony" żyje w cieniu opinii innych, wbrew temu co podpowiada mu jego "ja".
Świadomy siebie, swoje "ja" ukierunkowuje na otoczenie, by to stawało się lepsze.

Jak dobrze jest być świadomym ateistą i żyć w świetle otoczenia, które dostrzeże każde "ja" budujące lepsze jutro.

Komentarze

Czym w istocie jest religia?

Czym w istocie jest religia?

"Neutralność światopoglądowa" w oczach ateisty jest absurdem.

Ateistyczna rodzina kieruje się ku szczęściu.