"Zmysły duchowe" to "narkotyk" dla wierzących.
Omawiając temat, zacznę nietypowo od podania definicji schizofrenii:
Jak czytamy w powyższej definicji, nieadekwatne postrzeganie, przeżywanie, odbiór i ocena rzeczywistości jest określone pojęciem psychoz.
Podobne skutki wywołują narkotyki, ale te trzeba zażywać. W przypadku schizofrenii mamy doczynienia z niedoborem dopaminy i trzeba ten niedobór uzupełnić, by wyeliminować psychozy.
Wierzący są przekonani o istnieniu "zmysłów duchowych", czyli w tradycji chrześcijańskiej są to wewnętrzne zdolności duszy pozwalające na doświadczalne poznanie Boga i rzeczywistości nadprzyrodzonej.
Żaden chrześcijanin nie udowodnił istnienia duszy, bo jest to tylko przekaz doktrynalny nie poparty dowodami naukowymi, a sam uzbraja się w "zdolności" do doświadczalnego poznania Boga, którego istnienia także nie udowodnił.
Jest to nieadekwatne postrzeganie rzeczywistości, które można nazwać psychozą, wywołaną wymówieniem sobie posiadania "zdolności", czyli procesem przyjmowania "narkotyków", które te "psychozy" mają wywoływać.
Wniosek jest jeden - religia jest najpotężniejszym "kartelem narkotykowym", który uzależnia ludzi, by ci deformowali rzeczywistość, w której mają pozornie czuć się dobrze, a w rezultacie krzywdzą siebie i otoczenie.
'Zmysly duchowe" trzeba leczyć.
Komentarze
Prześlij komentarz