Religijna wizja piekła jest nielogiczna.

Przyjmując "strategię" religijną, że żeby obiecywać "raj", to trzeba stworzyć warunki do spełnienia, aby go osiągnąć. Tak powstało "prawo boże" i musiała powstać instytucja do kontroli przestrzegania tego prawa.
W ten sposób stworzono zasadę "kija i marchewki", w której kijem jest straszenie piekłem, w którym "dusza" będzie cierpieć "męki piekielne".
Nie byłoby w tym absurdu, gdyby to piekło było udziałem tylko tych, którzy wierzą w ten rodzaj kary za nieposłuszeństwo wobec Boga. Przecież, jeżeli ktoś przyjmuje, że warunki, które trzeba spelnić, by otrzymać nagrodę "życia wiecznego" nie będą przestrzegane, to niech się boi tego "płaczu i zgrzytania zębami w piekle".
Problem pojawia się wtedy, gdy taka osoba, która przyjmuje taki format "sprawiedliwości bożej" uważa, że niewierzących spotka los grzesznych wierzących.
Przecież naturalnym jest, że jeżeli ktoś odrzuca istnienie Boga, to odrzuca drugą skrajność, czyli szatana, a więc także istnienie piekła.
Czego więc ma się bać ateista?

Ateizm opiera się na naturalnym prawie, które jest skodyfikowane i zgodnie z tymi kodeksami wie, jaka kara spotka go za takie lub inne wykroczenie lub przestępstwo.

W tym miejscu pojawia się pewien aspekt psychologiczny, gdyż jeżeli na ten przykład katolik nie boi się kary za popełnienie przestępstwa i popełnia to przestępstwo, to i w jego życiu religijnym piekło nie jest żadnym ogranicznikiem w popełnianiu grzechów, więc i to "życie wieczne" ma wątpliwe znaczenie.

Czy zatem z tym "niebem i piekłem" nie jest tak, że chodzi tylko o wymuszenie posłuszeństwa, za którym mają iść daniny na utrzymania "organu kontrolująco - obiecującym", czyli duchowieństwa?

Komentarze

Czym w istocie jest religia?

Czym w istocie jest religia?

"Neutralność światopoglądowa" w oczach ateisty jest absurdem.

Ateistyczna rodzina kieruje się ku szczęściu.