"Słowo boże" w ustach grzeszników.

Żeby kościół mógł stworzyć potężną instytucję musiał "przywiązać" wiernych do jednolitego tekstu i opatrzeć go tytułem "słowo boże".
To dlatego przyjęto zasadę, że nie wolno niczego w tych tekstach zmieniać.
Jak się okazało, te teksty można różnie interpretować. I tak wierni podli w skrajności. Jedni interpretują je dosłownie, inni szukają w tych tekstach usprawiedliwienia dla ludzkich słabości. 
Te ludzkie słabości kościół nazwał grzechem.
Okazało się, że ten grzech dotyczy wszystkich, i tych skrajnych i bardziej liberalnych w interpretowaniu "słowa bożego".

Powstaje w tym miejscu dysonans pomiędzy owym "słowem bożym", a tymi którzy go "głoszą".
Obarczeni "grzechem" nauczają "w imię Boga".
Przykładem tego dysonansu jest piątkowy post w kościele katolickim. Duchowieństwo zakazuje jeść mięsa wiernym, a sami w zaciszu swoich mieszkań to mięso w piątki spożywają. Niestety przed ludźmi nie da się wszystkiego ukryć, więc zliberalizowano "prawo" i wprowadzono pojęcie dyspensy.

Ale jak to jest w odniesieniu do "słowa bożego"?
Nijak, gdyż okazuje się, że duchowni - grzesznicy manipulują tym "słowem", a to wskazuje, że nie jest "boże".

Dlatego zadaniem ateistów jest wskazywanie wierzącym takich absurdów, by tak naprawdę ich ratować że szpon kleru, który posunie się do wszystkiego, aby mieć łatwe źródło dochodu z nierozwiniętych intelektualnie wiernych.

Komentarze

Czym w istocie jest religia?

Czym w istocie jest religia?

"Neutralność światopoglądowa" w oczach ateisty jest absurdem.

Ateistyczna rodzina kieruje się ku szczęściu.