Jałmużna jest nadwyżką, a nie kosztem.

Nie mam, ale dam.
Czy to zdanie jest logiczne?
Przecież i "Salomon z pustego nie naleje".
Zatem, jeżeli ktoś twierdzi, że nie ma, ale da, sam siebie okłamuje, a przy tej okazji okłamuje innych.

Doświadczamy też innej sytuacji w tej kwestii.
Ktoś mówi, że "od ust sobie odejmie, a da komuś innemu". Czy to także jest zgodne z prawdą?
Przecież instynkt przetrwania nakazuje człowiekowi zaspokoić własny głód, jeżeli zaś jest gotów tym pokarmem się jeszcze podzielić, to oznacza, że ma nadwyżkę pokarmu, bo każdy wie, kiedy zaspokaja głód. Oczywiście można egzystować w niedożywieniu, ale czy to jest zgodne z naturą człowieka i prawami natury?
Czy człowiek powinien szkodzić samemu sobie, by pomóc drugiemu? 
Natura wskazuje, że silniejszy powinien wspierać słabszego, a silniejszy podzieli się swoją nadwyżką i nie poniesie na tym szkody.
Znamy też wiele przypadków, że na jałmuże niektóre osoby lub instytucje jeszcze zarabiają, bo wystarczy, że tylko część darowizn pójdzie na pomoc potrzebującym, a reszta idzie do podziału jako zysk. I tu oczywiście, takie osoby lub organizacje używają pojęcia "koszty".
Czy zatem pomaganie innym powinno być oparte na jałmużnie, czyli darowiznom?
Ateista, który do życia podchodzi racjonalnie zauważy, że środki na pomoc rozchodzą się niewspółmiernie, czyli dla osób w potrzebie jest to strata.
Jednak ja będac ateistą wolę się skupić w swoim racjonaliźmie na kwestii biedy, jako zjawiska, które jest sztucznie kreowane, dla korzyści bogatych.
I o tym napiszę w następnym poście.

Komentarze

Czym w istocie jest religia?

Czym w istocie jest religia?

"Neutralność światopoglądowa" w oczach ateisty jest absurdem.

Ateistyczna rodzina kieruje się ku szczęściu.