Charyzma - ukryte słabości przekuwane w ideał.
Żeby rozpocząć analizę pojęcia "charyzma", powinniśmy siegnąć do powszechnie obowiazującej definicji, czyli Charyzma ( gr. chárisma „dar”) – termin zaczerpnięty z teologii, gdzie określał jednostki obdarowane łaską boską, „darem bożym”, obecnie rozumiany jest jako atrybut, osobista cecha jednostki, wyjątkowa jakość jej przypisywana, coś, co ktoś posiada lub jest w to wyposażony. Charyzmę utożsamia się z wszelkiego rodzaju osobistymi cechami jednostki, które czynią ją wyjątkową na tle reszty społeczności.
Zwróćmy uwagę na pewne aspekty w tej definicji. Otóż pierwszy to pochodzenie tego słowa, czyli z greckiego - "dar", a drugi, to ten, że to słowo wywodzi się z "teologii", co oznacza, że od razu dopisano do słowa "dar" słowo "boży".
Widzimy w sposób jaskrawy ingerencję duchownych w pojmowaniu słowa "dar" i mimo, iż współcześnie mówi się o cechach, które wyróżniają jednostkę z "tłumu", to nadal słowo "dar" ma tylko pozytywne cechy.
A czy tak jest w rzeczywistości?
A co z "darem do kradzieży", a co z "darem do wymyślania mitów", a co z "darem do uwodzenia" itp.?
Jak widzimy ponownie kłania się nam zasada skrajności, w której działa koniunkcja - są zalety i są wady.
Co to oznacza? Otóż ktoś może przedstawiać swoje wady jako zalety, bo jeżeli chce być liderem, nie może ujawniać wad. I mimo tego, że prawie wszyscy wiedzą, że każdy ma wady, to w liderze nie chcą ich dostrzegać.
W tym momencie zaczyna się manipulacja, bo żeby być znaczącym liderem, trzeba mieć jak najwiekszą liczbę zwolenników, a to właśnie pozwala tym liderom na sprytne ukrywanie swoich wad, o których wiedzą tylko najbliżsi współpracownicy, którzy mają największy udział w zyskach z przedsięwzięcia, którym zawiaduje lider.
Tak ełaśnie działają religie. Duchowieństwo wybiera spośród siebie lidera, aby zamknać go w "kloszu świętości", a naiwni wierni wierzą w tę "świętość" i odczuwają pozorny komfort, że "lider" nad wszystkim czuwa i wszyscy będziemy zadowoleni.
W świątynich duchowni głosza to, co wierni chcą usłyszec dla podtrzymania tego pozornego komfortu, ale w rzeczywistym życiu wierni zderzają się z realiami, które już tak kolorowymi nie są.
Dlatego uważam, że charyzmę można mieć tylko w gronie najbliższych, którzy na co dzień z nami żyją, widzą jakich dokonujemy wyborów i czy rzeczywiście te wybory skutkują dobrem dla ogółu. Ktoś, kto obiecuje "gruszki na wierzbie" nie jest charyzmatykiem lecz zwykłym populistą, chcącym wykorzystać naiwość tłumów i skorzystać z profitów z tego płynących.
Dlatego czas, aby napisać o pokorze, która jeżeli jest udawaną, prowadzi do hegemonii. O tym w następnym poście.
Komentarze
Prześlij komentarz