Rodzina w ujęciu religijnym jest zaprzeczeniem miłości.
Religie uczyniły z rodziny "świętość" wyrażając ją w nakazie "czcij ojca i matkę swoją" oraz w nierozerwalności małżeństwa.
Czy takie podejście do relacji najbliższych sobie osób jest faktycznie przejawem miłości, którą powinniśmy pojmować jako dobro wspólne w rodzinie?
Czy wręcz czczenie rodziców przez dzieci pozwala im na indywidualne spojrzenie na siebie w kontekście swoich predyspozycji i możliwości?
Dobrze wiemy, że jakiekolwiek braki u rodziców przenoszone są na dzieci, a totalne posłuszeństwo dzieci względem rodziców "deformuje" dzieci i hamuje ich rozwój.
Jeżeli rodzice nie chcą poszerzać swojej wiedzy, to nie bedą kładli nacisku na wykształcenie dzieci.
Bez wiedzy dzieci zamykają się w skorupie "szarości życia" i nie stawiają sobie ambitnych celów.
Kolejny wymiar "czczenia" rodziców to użytkowania sobie prawa do wymierzania "sprawiedliwości" przez rodziców, czego skutki mogą być przerażające. Zwrócę uwagę tylko na jeden aspekt - alkohol w rodzinie, czyli biedą dzieci.
Relacje w rodzinie powinny być na poziomie partnerskim z uwzględnieniem poziomu intelektualnego dzieci. Na początku rodzice muszą wszystko tłumaczyć, chronić przed zagrożeniami, a następnie z postępujacym wiekiem dzieci zaczać wymagać odpowiedzialności za samodzielne decyzję, które powinny być stale pod kontrolą większych życiowych doświadczeń rodziców.
W tym wszystkim ogromnym wsparciem jest nieustający dialog. Dzieci nie powinny się bać zadać jakiegokolwiek pytania. Lęk tylko będzie oddalać dzieci od rodziców, a w końcu do zerwania jakichkolwiek więzi.
Jeżeli chodzi o "nierozerwalność małżeństwa", to religie przejęły pełne prawo o decydowaniu i życiu dwojga osób.
Małżeństwo nie powinno być formą zniewolenia, lecz w takim związku powinna rozkwitać wolność jednostki z uwzględnieniem dobra partnera lub partnerki. Pod płaszczem "nierozerwalności małżeństwa" zmusza się ludzi do trwania w toksycznych związkach, w których dwoje ludzi nieodpowiedzialnie podjęło decyzję o małżeństwie. Na szczęście natura niejako wymusiła na człowieku rozwód, ale w praktyce jest to również narzędzie do niszczenia komuś życia.
W tym miejscu warto napisać, że instytucja małżeństwa została wprowadzono tylko i wyłącznie ze względu na problem dziedziczenia, który powstał przez naturalny popęd seksualny człowieka i pragnienie nowych doświadczeń seksualnych, co powinno skłonić ludzi do myślenia w kwestii tzw. zdrady. O tym będę pisał później.
Małżeństwo rozstrzygało kwestie dziedziczenia, przez wprowadzenie prostej zasady, że dziedziczyły dzieci tylko z małżeństwa.
Obecnie każde dziecko dziedziczy, a ojcostwo można potwierdzić badaniami genetycznymi.
"Religijna rodzina" stwarza jedynie pozór miłości, ponieważ wspólnie twierdząc, że "Bóg" wspiera ją, rozwiązuje jej problemy, daje jej siły jest tylko oszukiwaniem siebie nawzajem, gdyż w tych relacjach religijnej rodziny, któraś ze stron podporządkowuje się tej drugiej i dla dobrego wizerunku na zewnątrz udaje, że jest szczęśliwą rodziną. Za drzwiami mieszkań lub domów takich "szczęśliwych rodzin" odgrywają się tragedie, których normalnie rozwijający się człowiek nie nazwie "miłością".
Zabójczym wręcz jest obłuda w związku, dlatego religijne rodziny najczęściej są toksyczne. O tej obłudzie napiszę w kolejnym poście.
Komentarze
Prześlij komentarz