"Sprawiedliwość boża" poza "złotym środkiem".
Religie od swojego zarania głoszą tezę, że "Bóg za dobre wynagradza, a za złe karze". To ma być "Boska sprawiedliwość".
Przecież od razu nasuwa się spostrzeżenie, którego źródłem jest codzienne życie, że karą i nagrodą zajmują się ludzie, którzy z różnych względów uzurpują sobie do tego prawo.
Odwieczny problem człowieka tkwi w skodyfikowaniu norm, które mają obowiązywać powszechnie. Źródłem tego problemu tkwi w stworzeniu koniunkcji "prawa Bożego" z prawem świeckim, czyli religie wymagają, aby prawo świeckie było zakorzenione w "prawie Boskim".
A czym jest "prawo Boskie"?
Zauważmy, że to prawo zostało nadane przez "wybrańców Bożych", a których w rzeczywistości ludzie powołali do tej "funkcji". Z powyższego wynika, że ta kompilacja czynnika "boskiego i ludzkiego" ma swoje źródło w stworzonej idei prawnej przez człowieka, który chcąc mieć władzę musiał wprowadzić jakąś formułę norm i zasad. Od samego początku te normy i zasady skupiają się wokół tezy, że jeżeli jest wina, to musi być kara. Dlaczego ta teza stała się powszechnie obowiązujaca? Ponieważ do sprawowania władzy potrzebni są również sędziowie, którzy muszą stwierdzić winę i wymierzyć karę.
Od samego początku działania "wymiaru sprawiedliwości" pojawił się problem wątpliwości, jakie może mieć sędzia w stosunku do winy.
Zauważmy, że do dzisiaj sędziowie orzekają winę mimo istniejących wątpliwości. Powodem tego jest fakt, że każdy chce ominąć karę za winę.
Dzieje się tak, ponieważ bardzo często kara jest niesprawiedliwa i mimo jej orzeczenia ofiara dalej czuje się pokrzywdzona.
W tym miejscu wkracza religia, bo to ona wprowadziła chaos w wymiarze sprawiedliwości. Z jednej strony jest teza "jest wina, jest kara", a z drugiej strony wprowadziła pojęcie "zadośćuczynienia Bogu i bliźniemu".
W którym miejscu ukryte jest owo źródło chaosu?
W tym, że religia nie stosuje koniunkcji "Bogu i bliźniemu" i zadosćuczynienie stosuje tylko w odniesieniu do Boga. Człowiekiem ma się zajmować świecki wymiar sprawiedliwości, który pojęcie zadośćuczynienia uczynił jedynie normą rekompensaty.
Dlaczego takie pojmowanie zadośćuczynienia nie jest "złotym środkiem"? Ponieważ zadośćuczynienie jest uznaniowe i często niewspółmierne do winy. Z jednej strony ofiara ponosi krzywdę, a przestępca nie otrzymuje adekwatnej kary, lub przestępca jest zbytnio obciążony i kara staje się krzywdą niewspólmierną do popełnionego przestępstwa.
Przykładem zadośćuczynienia, które jest "złotym środkiem" niech będzie kradzież roweru, i wtedy złodziej oddaje rower lub jego równowartość w gotówce. Dzisiaj złodziej zostanie skazany np. na pół roku więzienia w procesie karnym i dodatkowo w procesie cywilnym będzie musiał zadośćuczynić i ponieść koszty procesu sądowego. Jak widać złodziej poniósł podwójną karę za kradzież jednego roweru.
Dlatego w kontekście sprawiedliwości trzeba napisać o dobru wspólnym, i uczynię to w następnym poście.
Komentarze
Prześlij komentarz