Cnota religijna jest źródłem nieczystości.
Oto cnoty teologalne, których źródłem są religie.
W prosty sposób opiszę deprawację owych "cnot", czego skutkiem jest "nieczystość", która zalewa wnętrze ludzi religijnych.
I tak:
Wiara (łac.fides)
Jak pisałem wcześniej izoluje ona człowieka od otoczenia, z którym ów się nie liczy, bo "Bóg" jest najważniejszy, a wszystko poza nim jest nic nie warte, więc "warte" odrzucenia. Proces odrzucania skażony jest ryzykiem, że odrzucić też możemy dobro, jakie płynie ze strony drugiego człowieka lub środowiska, w którym żyjemy. Naturalnym jest odrzucanie zła, ale jeżeli "wsłuchujemy się w głos Boga", to okazać się może, że to zło jest dobrem, lecz tylko zdeformowanym przez żądze duchowoeństwa.
I to właśnie jest "nieczystoscią", która z czasem czyni wszystko w okół wrogiem, aż w końcu człowiek sam siebie odrzuca i nie akceptuje.
Nadzieja (łac. spes)
Podstawową cechą nadziei jest pozytywne myślenie o sobie i otoczeniu, czyli człowiek wiedząc, że są wady, myślami wybiega ku zaletom. Ale czy te zalety faktycznie są zaletami, a nie pozornym ich widzeniem? Spore znaczenie w życiu człowieka ma projekcja, czyli najprościej opisując, człowiek może odgrywać role aktorskie, które zaobserwował u innych i sztucznie przypisuje je sobie. Zauważmy, że od wielu lat ludzie przyznają nagrody za najlepsze role aktorskie, a ci nagradzani mimo bogactwa i sławy okazują się ludźmi, którzy w prywatnym życiu nie dają sobie rady. I to jest własnie ta "nieczystość", która burzy porządek w życiu człowieka.
Miłość (łac. caritas)
O miłości też już pisałem, ale w tym miejscu wezmę na tapet tzw. religijne przykazanie miłości. Wiemy, że w pierwszej kolejności człowiek ma "miłować " Boga, a dopiero na drugim miejscu jest "miłość" do bliźniego. Czym zatem jest tak opisana miłość. Zauważmy, że z jednej strony mamy się kierować miłością, którą definiują inni ludzie, czyli duchowni i jednocześnie miłować tych duchownych, jak siebie samego. Jeżeli człowiek ma skrzywiony obraz dobra i zła, to zawsze będzie miał problem z samookreśniem się. Jak więc mówić tu o "miłowaniu siebie" i taką miłość kierować w stronę innych? Dochodzimy do paradoksu, w którym mamy miłować duchownych, którzy wmawiają nam co jest dobre, a co jest złe i w ten sposób my sami nie wiemy, czy to co robimy jest dobre, czy złe, więc nie wiemy do końca kim jesteśmy. Taka miłość jest "nieczystością",bo burzy zdrowe relacja między ludźmi.
W kolejnym poście poszerzę cnoty teologalne o pozostałe cnoty kardynalne.
Komentarze
Prześlij komentarz