Pobożnością wyrządzasz innym krzywdę.

Pobożność jest cechą, którą widzą ludzie religijni. Tylko oni widzą w pobożności  odznaczającą się głęboką wiarę i poświęcanie chętnie czasu na spełnianie form kultu religijnego. Dlaczego nazywane jest to pobożnością? Ponieważ, to ma dowartosciować ludzi religijnych, chcą się poczuć potrzebni w określonej społeczności. Pisałem już, że jest to potrzeba w obrębie nic nie wnoszących do rozwoju działań. Zawężone są tylko do kultu religijnego, który w szerszej perspektywie jest bezproduktywny.

A co na to Starożytni Rzymianie? Oni mieli swoje łacińskie słowo pietas, które wyrażało oryginalnie wysoko cenioną rzymską cnotę. Człowiek posiadający pietas spełniał swe obowiązki wobec bogów, kraju, rodziców i krewnych. W najwęższym sensie był to rodzaj miłości syna należny wobec ojca. Czy współczesna "pobożność" ma cokolwiek wspólnego z rzymskim "pietas"? Otóż, osoby spoza religii widzą, że ci tak zwani "pobożni" tylko w świątyniach są "świeci", czyli życzliwi dla ludzi, którzy oddaliby wszystko potrzebującym, oddaliby życie w obronie kraju, uczciwie płaca podatki, ale gdy wychodzą z tych świątyń, niestety te wszystkie "ideały" pryskają jak mydlane bańki.

Jeżeli zatem, ci "pobożni" tylko w teorii są prospołeczni, to oznacza, że ogół nie ma zbytnich korzyści z tej pobożności. A jak nie ma korzyści, to są straty. A gdzie są straty, tam jest krzywda.

Innym obrazem ludzi "pobożnych" jest widok osób, które modlą się czy też uczestniczą w liturgii szczerze, z pokorą i czystą intencją.

Jak jest z tą szczerością uczestnictwa w liturgii? Przecież religie wymuszają na swoich wiernych obowiązek takiego uczestnictwa, czy zatem efekt przymusu może być szczery? Wierni sztucznie, na pokaz mówią, że idą na liturgię z potrzeby, a wiemy, że brak ich obecności będzie źle przyjęty w mikrospołeczności i ludzie wezmą ich "na języki".

A co z pokorą tego uczestnictwa? Przecież wierni podczas liturgii z istoty nie mają nic do powiedzenia, gdyż w centrum liturgii jest celebrans, który tę "pokorę" wręcz wymusza.

A co z tą "czystą intencją" tego uczestnictwa? Pisałem już o skrytości myśli, więc nie może być tu mowy o wyrazistości intencji, czyli nie poznamy ich treści. Kto nam zagwarantuje, że nie modli się o to, by sąsiadowi stała się krzywdą, bo zalazł mu za skórę?

I dochodzimy do kolejnego pojęcia, czyli "dewocji", która przejawia się u osób o przesadnej i drobiazgowej pobożności, które zwracają szczególną uwagę na zachowania rytualne. To własnie takie osoby wyrządzają innym krzywdę, bo nie widzą niczego, poza rytuałem. Ludzie obok są na marginesie, bo liczą się tylko najdrobniejsze szczegóły kultu, które wymagają skupienia się przez bardzo długi czas.

W następnym poście skupię się na pojęciu "cnoty", które religie zdegradowany do pobożności, a przecież warto, by było ono wyznacznikiem dobra ogółu, czyli rozwoju.

Komentarze

Czym w istocie jest religia?

Czym w istocie jest religia?

"Neutralność światopoglądowa" w oczach ateisty jest absurdem.

Ateistyczna rodzina kieruje się ku szczęściu.